Ile kosztują wczasy nad morzem A.D.2017

Ile kosztują wakacje nad Bałtykiem? Odpowiedź brzmi: Za dużo…

Czasy kiedy wypoczynek nad polskim morzem był tanią alternatywą do zagranicznych wojaży, niestety odchodzą, o czym przekonuję się dobitnie każdego roku spędzając wakacyjny urlop na polskiej riwierze.

Pamietam czasy, kiedy to w latach 80-tych, okresie głebokiej komuny, regularnie co dwa lata wyjeżdżaliśmy na zorganizowane tzw wczasy pracownicze nad morze. Dlaczego co dwa lata? Ponieważ co dwa lata przysługiwało miejsce w zakładowym ośrodku wypoczynkowym w zakładzie pracy, w którym pracował mój tato oraz co dwa lata przysługiwało dofinansowanie do tychże wczasów z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.

Aby dojechać wówczas nad polskie morze (zaznaczam, że nie było właściwie ani jednej autostrady, ekspresówki, ani jednej obwodnicy wiekszego miasta i prawie żadnego dwupasa) trzeba było mieć jeszcze co wlać do baku obładowanego po brzegi malucha. Tak więc przez kilka miesięcy tato odkładał na wakacje nie tylko pieniądze, ale rownież talony na benzynę z comiesięcznego przydziału. Na marginesie, w tamych czasach jadąc drogą od razu było wiadomo kto obrał wabbbbkacyjny kierunek. Poznać to można było właśnie po objuczonych maluchach (którymi niemal wszyscy wtedy jeździli) z charakterystycznymi walizkami na bagażniku dachowym, czasami przykrytymi jakąś plandeką, ale generalnie tylko pospinanymi gumami lub sznurkiem. Jakby tego było mało, w bagażniku przedmiotem obowiązkowym był kanister ze wspomnianą już reglamentowaną benzyną. Z daleka widoczny „wyższy niż dłuższy” samochodzik sygnalizował rodzinny-wakacyjny wyjazd nad morze. Pamiętam całe ciągi kolejno kilkunastu takich pojazdów – bajeczny i zarazem groteskowy widok.

W owych czasach wyjazd na Kanary, czy do Grecji był totalną egzotyką. Bułgaria, niedościgłe marzenie większości Polaków, była tylko dla nielicznych, najczęściej dla ludzi prominentnych, posiadających legitymację partyjną opcji jedynie słusznej… Na wakacje pozostawało polskie morze, które i tak było długo wyczekiwanym w ciągu roku, letnim luksusem.

Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Wakacje nad morzem są właściwie opcją ogólnodostepną, a za sprawą podobno programu 500+ są dostepne dla każdego Polaka nawet tego który morza jeszcze nie widział. Coś w tym faktycznie jest bo boom cenowynie wziął się znikąd, a tłumy na słonecznych plażach bałtyckich też są o wiele większe niż jeszcze kilka czy klinaście lat temu.

Problem jedynie w tym, że jak ktoś stwierdził: „Stać mnie na wakacje nad morzem”, zarezerował noclegi i pojechał to nie pozostaje mu nic innego jak będąc już na miejscu „przyjąć na klatę” szok cenowy jaki zastanie. Okazuje się bowiem że ceny praktycznie wszystkiego na przestrzeni ostatnich kilku lat skoczyły drastycznie. Pomaga temu nie tylko popyt wewnętrzny ale również najazd turystów zagranicznych, co oczywiście powinno cieszyć.

Ceny noclegów nad morzem właściwie już nie odbiegają od średniej europejskiej, a często są wyższe niż w południowoeuropejskich kurortach. Stawki zaczynają się od 200zł (tutaj raczej słabe i małe pokoje nie najlepiej zlokalizowane) do 400-600zł za noc (komfortowe apartamenty dwupokojowe z balkonem, łazienką i aneksem kuchennym blisko plaży, z WI-FI i miejscem parkongowym na w podziemnym garażu). Mówimy oczywiście o cenach w szczycie sezonu, czyli mniej więcej od początku lipca do 25 sierpnia.

Wyżywienie jest zdecydowanie droższe niż w pozostałych regionach Polski, na podobnym pułapie co w innych krajach. Atrakcje turystyczne, jeśli tak można je nazwać, bo w tym temacie mamy jeszcze sporo do nadrobienia, są na gigantycznym pułapie. Pół godziny skakania na plażowych dmuchańcach i zjeżdżania do wody to koszt 20zł, wejście do byle jakiego pseudomuzeum, w którym czas zwiedzania liczy się w minutach to 20-30zł za bilet rodzinny.

Przykład: całkiem ladnie wyglądająca i dość zadbana Bursztynowa Komnata w Stegnie  między Krynicą Morską a Gdańskiem. Wielkość sali, w której można oglądnąć kilka gablot z okazami bursztynu to jakieś 20 metrów kwadratowych. Koszt wejścia rodziny ok 20zł. Po 5 minutach oglądania turysta, zwłaszcza ten nieletni zaczyna się nudzić, jako element programu zostaje wyświetlony film 30-minutowy w temacie wydobywania bursztynu. I to tyle…

Jedną przecznicę dalej znajduje się niegdyś darmowa, bo organizowana w jakimś gminnym budynku wystawa Kinder Niespodzianek. Jest to prywatna kolekcja jakiegoś pasjonaty który przez lata zbierał całymi seriami zabawki z popularnych jajek-niespodzianek zarówno polskich jak i zagranicznych edycji. Ciekawa inicjatywa, aczkolwiek już dzisiaj płatna.

Po kupieniu biletu zwiedzanie zajmuje kilkanaście minut. Można zobaczyć naprawdę unikalne okazy edycji niemieckich czy nawet włoskich oraz znajome polskie figurki. Jeżeli w trakcie zwiedzania chcemy skorzystać z toalety to oczywiście musimy znowu sięgnąć do portfela… Żenada. Co jak co, ale toalety są po to, aby właśnie tam załatwiać swoje potrzeby. To powinna być opcja bezpłatna zwłaszcza w takich skupiskach ludzkich jak kurorty nadmorskie, a już pobieranie opłat w muzeum czy na wystawie, do której kupuje się bilet wstępu jest jakimś chorym rodzajem pazerności.

Jeśli chodzi o inne atrakcje turystyczne nad Bałtykiem to obowiązkowym punktem sa oczywiście latarnie morskie. Wdrapanie się po krętych schodach na taras widokowy jednej z nich – następne 20-30 zł za rodzinkę. W każdej wiekszej miejscowości turystycznej nad Bałtykiem zainstalowane są Wesołe Miasteczka. Jeden przejazd na karuzeli czy elektrycznym samochodzikiem waha się od kliku do klikudziesięciu złotych więc, aby się tam trochę zabawić trzeba mieć min 100-150zł.

Rejs statkiem po zalewie lub wzdłuż wybrzeża Bałtyku to następne kilkadziesiąt złotych od osoby więc rodzina czteroosobowa bez 150zł nie ma co podchodzić do kasy biletowej. Popularne gokarty czyli małe samochodziki na pedały kosztują od 8 do 12zł za pół godziny jazdy. Wsomniane już toalety na plaży od 2 do 3zł więc widać jak na dłoni że wiele osób mimo potwornie zimnej wody co jakiś czas wchodzi na krótką chwilę po pas do cudownych wód Bałtyku aby sobie ulżyć i zoptymalizować nieco koszty pobytu.

Jednym słowem, Wczasy nad Morzem – jeżeli Cię stać to płać. Tej maksymy trzymają się właściciele pensjonatów, apartamentów a także restauratorzy, ludzie zarabiający na tzw małej gastornomii i wszyscy ci, którzy w tej części Polski żyją z sezonowego turysty.

Zostawmy noclegi i atrakcje, coś trzeba jeść… Kebab 15zł, Gofry od 10-15zł zależnie od miejscowości, oczywiście takie wypasione z bitą śmietaną i owocami, lody 2,5 do 3,5 zł za gałkę z tym, że gałka różnej wielkości, nierzadko zjeść można do syta, czasami niestety wielkości orzeszka włoskiego… Najtańsza ryba, za to najświeższa, bo łowiona codziennie w Bałtyku to flądra. Smażona kosztuje 6-7zł za 100g, przy czym porcja to jakieś 300-400g, więc jeśli do tego doliczymy coś do picia (zazwyczaj 5-7zł na 500ml Ice Tea lub Colę), frytki – w podobnej cenie, piwko za 7-8zł, to czterosobowa rodzina ciężko ma się zmieścić w 130zł. Dorsz, Halibut, Sandacz, Karmazyn – to już okazy z wyższej półki, ich ceny nierzadko dochodzą do 12 anawet 15zł za 100g.

Pamiątki z nad morza. Tutaj prawdziwy boom kreatywności. Ogromna ilość zarówno chińskiej tandety jak i ciekawych przedmiotów po te bardzo wysublimowane jak np oryginalne magnesy z miniaturami kamienic w Gdańsku czy wyrobami z bursztynu jak również starannie wykonane modele statków różnej wielkości. Prawdziwe natomiast tandetne hity to oczywiście wszelkiej maści koszmarne obrazki identyczne z podpisami różnych nadmorskich miejscowości (kupujesz obrazek podpisany jako Niechorze, na którym widnieje podobizna latarni morskiej z jakiegoś szwedzkiego kurortu), czy też duża muszla stojąca na podstawce, a wśrodku podobizna nasławniejszego papieża… Do tego kubki, szklanki, figurki zwierzątek morskich, miniaturowe tablice rejestracyjne z imionami, smycze, zawieszki, rażące prądem kluczyki do samochodów itp gadżety wszelkiej maści. Wszystko od kilku do kilkudziesięciu złotych, przy czym zdecydowanie odnoszę wrażenie, że ceny mocno zawyżone np kufel na piwo z imieniem 25zl, souvenir nijak się kojarzący z charakterem nadmorskiej miejscowości, chociaż de facto piwo leje się strumieniami na każdym rogu, więc to może jednak ja mam inne oczekiwania…

Sam przejazd samochodem nad polskie morze jest z roku na rok coraz bardziej komfortowy. Coraz więcej dobrych dróg sprawia że znacząco skrócił się transfer z miejsca zamieszkania do nadmorskich kurortów. Kiedyś przejazd z południa kraju zajmował kilkanaście godzin. Dzisiaj jadąc ze Śląska na Pomorze Wschodnie można w rejon Gdańska zajechać w 6 godzin jeśli nie napotkamy na jakieś drogowe utrodnienia typu remonty czy budowa nowej drogi. Taki przejazd średniej klasy samochodem zawiera się w 200zł w jedną stronę wliczając w to chyba najdroższą na świecie autostradę A1 za przejazd którą trzeba zapłacić 30zł (odcinek ok 152km, czyli wychodzi 20gr za kilometr).

Podsumowując b do tanich z pewnością nie należą. Jeżeli komuś zależy tylko na samym pobycie w nadmorskim klimacie, wypoczynku na plaży i oszczędnemu posmakowaniu smażonej rybki, lodów i gofrów to oczywiście przy rozsądnym gospodarowaniu środkami, optymalizowaniu kosztów i odrobinie własnej inwencji można spędzić w miarę niedrogo urlop nad polskim morzem.

Jednak jeżeli chce się faktycznie odpocząć od wszystkiego, również od przygotowywania posiłków, zmywania naczyń, ograniczania swoich wydatków, odmawiania sobie atrakcji i odrobiny szaleństwa, to nie ukrywajmy, jest ciężko. W takim wypadku mimo wszystko dobrą alternatywą są zorganizowanie wakacje z biurem podróży w standardzie hotelowym All Inclusive np w Bułgarii. W podobnej cenie jak nad polskim morzem, wypoczniemy tam na totalnym luzie, korzystając z wszystkich hotelowych atrakcji bez konieczności sięgania bez przerwy do portfela i przeliczania co ile kosztuje i ile pieniędzy już się rozeszło, a także bez nerwowego przeglądania prognoz pogody na najbliższe dni.

Ponadto na miejsce zawiezie nas samolot w niecałe 1,5 godziny. Wszystko, co zobaczymy, będzie najprawdopodbniej dla nas nowe, może nawet trochę egzotyczne, a jesli dołożymy trochę z budżetu, to spokojnie możemy pokusić się o urlop na jakiejś malowniczej greckiej wyspie, a to już zupełnie inna bajka pod względem oferowanych atrakcji turystycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *