Dlaczego kupiłem mieszkanie na wynajem

Odpowiedź wydaje się być prosta, otóż: na wynajem… I rzeczywiście tak jest, choć widzę jeszcze kilka zalet tej inwestycji, ale po kolei…

Od kilku lat chodziło mi po głowie „posiadać nieruchomość inwestycyjną”. Prywatną już mam, co też było niegdyś wielkim marzeniem, które postanowiłem zrealizować. Dom, który udało mi się razem z żoną zbudować, zamieszkujemy razem z naszymi dziećmi i bardzo jesteśmy z tego tytułu szczęśliwi, ale życie nie znosi pustki i dlatego trzeba patrzyć do przodu.

Pierwsza, nieśmiała myśl na temat zainwestowania w nieruchomość pojawiła się jakieś siedem lat temu, po przeczytaniu książek Kyiosakiego. Wtedy jednak była to wizja, jak dla mnie, z pogranicza fantastyki. Opisywane przez Kyiosakiego inwestycje na rynku amerykańskim były dla mnie bardzo odległe i wydawało mi się, że ten interes nie będzie się „dopinał” w polskich realiach, a ponadto dystansu dodawał mój stan finansów rodzinnych. Wtedy kupno mieszkania było absolutnie poza zasięgiem.

Zrządzenie losu podsunęło mi ponownie ten temat w lipcu 2013 roku, kiedy to wypoczywając z rodziną na greckiej Krecie wpadł mi w ręce artykuł z tygodnika WPROST o człowieku, który żyje i podróżuje po całym świecie nie pracując a jedynie wynajmując mieszkania, które nabył konsekwentnie realizując przez lata misterny plan osiągnięcia wolności finansowej.

Czytając ten artykuł pomyślałem, że to jakiś odosobniony przypadek, że może gość dostał spadek i nie wiedząc co z nim zrobić kupił kilka mieszkań i tak biznes zaczał się sam kręcić. Dodatkowo, egzotyczny wygląd tego czlowieka (ciemna, południowa karnacja) sprawił, że temat ponownie wydał mi się ciężki do wdrożenia nad Wisłą.

Jednakże po kilku miesiącach, tym razem na portalu kontestacja.com, wpadłem na Sławka Muturi, który propaguje tam swoją wizję wolności finansowej poprzez wynajmowanie mieszkań. Wtedy skojarzyłem tę twarz z bohaterem artykułu, który przeczytałem podczas wakacji w Grecji. To musiał być on… Następnie śledząc poczynania Sławka Muturi w internecie wpadłem na jego blog, na którym promuje swoje książki – trylogię mieszkaniową.

Początkowo nabyłem, w pełni świadomie, książkę raczej motywującą niż poradnikową mianowicie „Pomysł do wynajęcia” w której ludzi zarażeni posiadaniem mieszkań na wynajem opisują swoją drogę do wynajmowania lokali. Po przeczytaniu byłem już pewny, że Ci ludzie sa podobni do mnie, nie mają niewiadomo jak grubych portfeli i nie operują na rynku amerykańskim tylko nad Wisłą i wtedy stwierdziłem, że ja rownież tak chcę oraz co najważniejsze przeczytałem realne historie ludzi, którzy również „połknęli bakcyla” i zaczęli realizować strategię kupowania mieszkań na wynajem.

Jedni posiadali dopiero jedno mieszkanie, inni już portfel kilku nieruchomości. Widząc z jakimi problemami oraz watpliwościami borykali się początkowo bohoterowie tej publikacji doszedłem do wniosku, że również dam radę. Pozostało jedynie przekonać żonę do pomysłu nabycia pierwszego mieszkania. To zajęło mi ponad rok czasu…

Generalnie inwestowanie w nieruchomości pod wynajem ma tyle samo zwolenników co przeciwników, jednak uważam, że nie każda inwestycja musi się dopinać w stu procentach. Coś takiego jak mieszkanie, zwłaszcza pierwsze w portfelu służy również jako fizyczne zabezpieczenie przed inflacją na wypadek jakiegoś kryzysu oraz jako zabezpieczenie swojego bytu w razie większych problemów finansowych (można sprzedać swoje lokum obecne zakładając, że jest większe i bardziej komfortowe i przenieść się do mniejszego bez konieczności szukania ofert na rynku). Ponadto mieszkanie może służyć jako przejściowa pomoc w uniezależnieniu się dla swojego dorastającego dziecka. Wiadomo bowiem powszechnie, że zaczynanie dorosłego życia, zwłaszcza z nowym życiowym partnerem, pod dachem rodziców to nie najlepszy pomysł.

Jednakże w naszym (razem z żoną) przypadku, nadrzędnym czynnikiem, który zadecydował o tym że kupimy mieszkanie na wynajem, konkretnie kawalerkę, była chęć wyprowadzenia oszczędności z banków i włożenie ich w coś bardziej realnego niż tylko cyfry na koncie. Przetrzymywanie coraz większych sum na lokatach bankowych wprowadzało nas bowiem w lekkie obawy zwłaszcza w kontekście tego co działo sie za wschodnią granicą, konkretnie na Ukrainie.

Uważam że bank, mimo iż posiada gwarancje do kilkudziesięciu tysięcy EURO, to jednak na wypadek masowego szturmu na bankomaty jest tak czy inaczej niewypłacalny, a jeżeli panika i chęć wyciągnięcia gotówki ogarnęłaby cały kraj, to na żadne gwarancje nie będzie można liczyć. Taki scenariusz może się wydarzyć nie tylko w przypadku konfliktu zbrojnego. Jest również przepowiadany przez wielu zwolenników tzw Szkoły Austriackiej Ekonomii zagorzałych przeciwników dodrukowywania pieniędzy, co praktykuje się już nie tylko w USA i Japonii, ale również na Starym Kontynencie.

Oczywiście można powiedzieć że mogliśmy kupić działkę budowalną lub grunt orny. Fakt, nie ma wtedy kłopotu z lokatorami, okresami bezczynszowymi itp. Jednakże ziemia wydała się nam przede wszystkim mniej dochodowa (w mieszkaniu z założenia ktoś będzie mieszkał i będzie nam płacił tzw odstępne), a poza tym mniej płynna i bardziej ryzykowna w dłuższym horyzoncie czasowym (nigdy nie wiadomo gdzie powstania następna autostrada). Ogólnie mówiąc mieszkanie to aktywo typowo użytkowe. Można w nim zamieszkać niemal od razu, natomiast zanim działkę będzie można zasiedlić, minie od kilkunastu miesięcy do kilku lat.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *