Co warto brać z minimalizmu

Ostatnio zainteresowałem się trochę minimalizmem. Przeglądnąłem kilka blogow i przeczytałem dwie książki z tego zakresu. Wniosek: jestem za a nawet trochę przeciw… cytując klasyka.

Temat minimalizmu, ostatnio dość modny, jest na pewno ciekawy i wydaje się być pewną przeciwwagą, a może nawet swego rodzaju odtrutką na wszechogarniający nas konsumpcjonizm.

Wydaje mi się jednak, że ideą minimalizmu można się szybko zachłysnąć i wciągnąć się niemal bez reszty. Tak też chyba postępują niektóre osoby, które nagle zostały natchnione minimalizmem. Pierwsze co robią, jak zresztą mówią wszystkie poradniki minimalizmu, to oczyszczają przestrzeń. Otwierają szafy z ubraniami i wyrzucają wszystko, czego nie użyły na przykład przez miniony rok. Sporządzają listę stu rzeczy (nie wiem dlaczego akurat stu), które maksymalnie mogą posiadać. W jednej chwili starają się wyrzec wszystkich swoich konsumpcyjnych potrzeb itd… Czy jednak to jest właściwe, czy to nie jest tylko chwilowy trend, zapał, który minie i nakręcony delikwent będzie żałował wyrzuconych dóbr? Czemu to właściwie ma służyć…?

Mimo wszystkich moich wątpliwości, myślę że minimalizm jest narzędziem, z którego na pewno warto skorzystać. Ja osobiście traktuję go bardzo wybiórczo, ale pewne założenia przyznam, że bardzo mi się podobają. Przede wszystkim ograniczanie nowonabywanych przedmiotów i usług. To jest coś co bezsprzecznie wspiera oszczędzanie i budowanie kapitału, a z drugiej strony eliminuje nasze zangażowanie w ciągłe szukanie nowych rzeczy, bodźców itd. Zatem sprawia że mamy więcej czasu i „spokojniejszą głowę”. Jak mówi klasyk: Łatwiej zrezygnować z zakupu czegoś niż zarobić na to. Święta prawda!!! Będąc na przykład w galerii handlowej, łatwo przychodzi nam wydawanie pieniędzy, jednak jak się głębiej zastanowić to wiele rzeczy kupowanych jest pochopnie, w przypływie chwilowego podekscytowania. To kosztuje nie tylko pieniądze, ale również tzw „pozakupowego kaca”.

Odrzucam natomiast jedną z podstawowych idei minimalizmu – bezwzględnego oczyszczania swojej przestrzeni życiowej z tego co zbędne. Uważam, że nawet to, co na chwilę obecną wydaje się bezużyteczne, może się przydać w przyszłości. Absolutnie nie jestem zwolennikiem chomikowania. Staram się prowadzić systematyczne przeglądy tego, co posiadam i eliminować to, co uznam za zbędne, jednak nie chcę być w tym względzie ortodoksyjnym minimalistą.

Wyjaśnię to na przykładzie: Klasycznie podchodząc do założeń minimalizmu, kiedy otworzę swoją szafę z koszulami powinienem zostawić tylko te, które regularnie używam, które lubię i w których dorze się czuję. Koszule natomiast, których nie założyłem przez rok czasu, najprawdopodobniej nie będę nosił i powinienem je wyrzucić. I tutaj rodzi sie dylemat. A co jeśli przyjdą tak zwane „ciężkie czasy” i jednak ta przykładowa koszula, która może nie jest modna lub nienajlepiej leży okaże się wspomagaczem w przejściowych, miejmy nadzieję, tarapatach finansowych…? Owszem, jeżeli koszulę mogę wystawić na aukcję internetową i sprzedać lub podarować komuś komu się przyda, to czemu nie…? Odzyskuję część jej wartości w gotówce i mogę kupić cos co bardziej mi się przyda llub pomagam komuś, ale wyrzucenie dla idei, to nie mieści mi się w głowie.

W kolejnych artykułach kwalifikowanych pod kategorię MINIMALIZM będę kontynuował moje przemyślenia, spostrzeżenia i wdrażanie minimalizmu w życie. Tak jak zaznaczyłem biorę z minimalizmu tylko to, co z mojego punktu widzenia jest wartościowe i do tego samego zachęcam innych…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *